Wszystkie »

  • Wpisów:118
  • Średnio co: 32 dni
  • Ostatni wpis:1 rok temu, 13:14
  • Licznik odwiedzin:6 450 / 3913 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Człowiek może osiągnąć wszystko, cokolwiek wymyśli i w co uwierzy.

Człowiek, któremu brakuje wytrwałości, nigdy nie wygrywa – natomiast zwycięzca nigdy nie rezygnuje.

Istnieją dwa rodzaje wiedzy: ogólna i specjalistyczna. Wiedza ogólna, nawet bardzo szeroka i różnorodna, nie jest szczególnie przydatna przy gromadzeniu pieniędzy. Renomowane uczelnie dysponują praktycznie całą ogólną wiedzą znaną naszej cywilizacji. Mimo to większość z wykładowców nie może poszczycić się fortuną. Specjalizują się przede wszystkim w przekazywaniu wiedzy, rzadziej w jej uporządkowaniu czy wykorzystaniu.Wiedza nie przyniesie bogactwa, chyba że jest uporządkowana i inteligentnie wykorzystana w formie praktycznych planów działań dla osiągnięcia określonego celu, którym jest zgromadzenie pieniędzy. Brak świadomości tego faktu wywołał zamęt wśród milionów ludzi, którzy niesłusznie wierzą, że „wiedza to potęga”. Nic podobnego! Wiedza jedynie potencjalnie jest potęgą. Staje się prawdziwym atutem tylko wtedy, gdy przełożysz ją na konkretne plany działań i skierujesz ku określonemu celowi.

Każda przeciwność losu nosi w sobie ziarna jeszcze większego sukcesu.


Kompetentny „umysł”, jeśli sprzedaje się go efektywnie, stanowi znacznie bardziej pożądaną formę kapitału niż środki niezbędne do prowadzenia działalności związanej ze sprzedażą towaru, ponieważ „umysł” nie traci na wartości podczas kryzysu, nie można go ukarać ani wydać. Ponadto pieniądze niezbędne do prowadzenia działalności są zupełnie bezwartościowe, dopóki nie połączy się ich z efektywnie pracującym „umysłem”.


Konkretny cel jest podstawą każdego większego czy mniejszego osiągnięcia. Silny człowiek może zostać pokonany przez małe dziecko, które ma cel.

Jedna sprawa to chcieć pieniędzy – każdy chce więcej – ale być wartym więcej to już zupełnie coś innego! Wielu ludzi myli swoje wymagania z tym, co im się należy. Wymagania i potrzeby finansowe nie mają nic wspólnego z Twoją wartością.


Ludzie, którym nie udaje się odnieść sukcesu, mają jedną wyróżniającą ich cechę wspólną. Znają wszystkie przyczyny porażki i zawsze mają coś, co ich zdaniem jest niepodważalnym wytłumaczeniem braku osiągnięć. Niektóre z tych wymówek są bardzo sprytne, a kilka z nich daje się uzasadnić faktami. Ale nie można ich wykorzystywać w odniesieniu do pieniędzy. Świat chce wiedzieć tylko jedno – czy odniosłeś sukces?


Masz pełną kontrolę nad tylko jedną rzeczą – nad swoimi myślami. Jest to najistotniejszy i najbardziej inspirujący ze wszystkich faktów znanych ludzkości! Świadczy o boskiej naturze człowieka. Ten boski przywilej jest jedynym środkiem, dzięki któremu możesz decydować o swoim losie. Jeśli nie zapanujesz nad własnym umysłem, możesz być pewien, że nie będziesz kontrolował niczego innego. Jeśli już musisz rozporządzać niefrasobliwie swoim majątkiem, niech to będą doba materialne. Twój umysł jest bogactwem duchowym! Chroń go i wykorzystuj ostrożnie, do czego boska godność jest uprawniona. W tym celu otrzymałeś siłę woli.

Myśl ludzka nie zna granic poza tymi, które sama wyznacza.


Na edukację składa się nie tylko sama wiedza, ale także jej efektywne i ciągłe stosowanie. Ludzie otrzymują zapłatę nie za to, co wiedzą, ale raczej za to, jak tę wiedzę wykorzystują.


Niewłaściwy wybór partnerów w biznesie jest to jedna z najpopularniejszych przyczyn porażki w biznesie. Sprzedając usługi, należy z dużą ostrożnością wybierać pracodawcę lub zleceniodawcę. Trzeba szukać kogoś, kto będzie dla nas inspiracją, kto jest inteligentny i sam odnosi sukcesy. Naśladujemy ludzi, z którymi wiążemy się najbliżej. Wybierz pracodawcę wartego naśladowania.


Osoby, które podejmują decyzje szybko i stanowczo, wiedzą, czego chcą, i zwykle to dostają. Jest to cecha charakterystyczna przywódców w każdej sferze życia. Dlatego właśnie są przywódcami. Świat zazwyczaj robi miejsce dla człowieka, którego słowa i czyny wskazują, że wie, dokąd zmierza.
Pamiętaj: w co umysł może uwierzyć, to umysł może osiągnąć.

Przywódca, który obawia się, że jeden z naśladowców może przejąć jego rolę, doczeka się tego prędzej czy później. Zdolny przywódca szkoli zastępców, którym może według woli delegować każde zadanie. Tylko w ten sposób może być obecny w wielu miejscach jednocześnie i poświęcić uwagę wielu różnym zagadnieniom. Nie od dzisiaj wiadomo, że człowiek otrzymuje większą zapłatę za umiejętność zmobilizowania innych do wykonania pracy niż za wykonanie jej osobiście. Zdolny przywódca dzięki znajomości swojej pracy i urokowi osobistemu może znacznie zwiększyć efektywność innych i nakłonić ich do zapewnienia lepszej jakości usług.

Przywódca, który przypisuje sobie zasługi za pracę wykonaną przez swoich naśladowców, na pewno spotka się z ich niezadowoleniem. Naprawdę wielcy przywódcy nie roszczą sobie praw do żadnych honorów. Są zadowoleni, widząc, że wszelkie nagrody przypadają ich naśladowcom, ponieważ wiedzą, że większość ludzi będzie pracować ciężej dla pochwały i uznania niż dla samych pieniędzy.
Punktem wyjścia wszelkich dokonań jest pragnienie. Miej to zawsze na uwadze. Mało stanowcze pragnienia przynoszą mierne rezultaty, podobnie jak niewielki płomień daje mało ciepła. Jeśli zauważysz, że brakuje Ci wytrwałości, możesz próbować uleczyć tę słabość, rozniecając silniejszy płomień pod swoimi pragnieniami.
Sukces nie wymaga wyjaśnień. Porażka nie dopuszcza usprawiedliwień.

Świat nie płaci ludziom za to, co „wiedzą”. Płaci im za to, co robią lub do zrobienia czego nakłaniają innych.

Wierz mi, jeśli możesz poszczycić się wytrwałością, dasz sobie doskonale radę bez wielu innych zalet.

Większość z nas odnosi w swoim życiu więcej zwycięstw niż zwykle zapamiętuje. Dzieje się tak, ponieważ zwycięstwa często bywają rozproszone i mogą nie przynosić długotrwałych efektów, dzięki którym zapisują się w naszej pamięci. Jednak sięgając wstecz, zaczynasz poruszać wszystkie rodzaje wspomnień o sukcesach. Uzmysławiasz sobie, że wiele razy miałeś władzę nad sobą, swoją karierą, nad wydarzeniami, nad umysłami i sercami innych ludzi. No proszę, a jesteś wciąż tym samym człowiekiem! Teraz przechodzisz do skoncentrowania tych sił, które czynią ludzi bogatymi.


Większość z nas potrafi efektownie zaczynać, ale z doprowadzeniem projektu do końca radzimy już sobie znacznie gorzej. Poza tym ludzie mają skłonność do poddawania się, kiedy dostrzegają pierwsze oznaki porażki. Nic nie może zastąpić wytrwałości. Osoba, dla której jest ona życiową dewizą, szybko odkrywa, że „pani Porażka” w końcu zniechęca się i odchodzi. Nie może znieść wytrwałości.
 

 
Pamiętaj: w co umysł może uwierzyć, to umysł może osiągnąć.

Sukces nie wymaga wyjaśnień. Porażka nie dopuszcza usprawiedliwień.

Wierz mi, jeśli możesz poszczycić się wytrwałością, dasz sobie doskonale radę bez wielu innych zalet.

By zwyciężać, trzeba być pewnym swego celu, czyli wiedzieć, czego się pragnie; niezbędne jest też głębokie pragnienie, by to zdobyć.

Nie czekaj. Pora nigdy nie będzie idealna.

Pomysły to punkty startowe wszystkich fortun.

Poddający się – nigdy nie wygrywa, a wygrywający – nigdy się nie poddaje.

Wygrywa tylko ten, kto ma jasno określony cel i nieodparte pragnienie, aby go osiągnąć.
 

 
Siedzę i przygotowuję zajęcia z bezrobotnymi podopiecznymi opieki społecznej. Jutro je prowadzę, nie sama niestety A sprawa się tak ma że dostałam drugiego doradcę do współpracy. Nie znam laski, nic o niej nie wiem, ale jedno z paru rozmów telefonicznych i kilku meili już wiem - ona ma tych ludzi w głębokim że tak powiem poważaniu. Uważa, że się do niczego nie nadają i nic nie potrzebują, nie mają aspiracji i marzeń...

A sprawa się ujawniła w dyskusji o warsztatach przedsiębiorczości... ona uważa, że "im" nie są one potrzebne, że to nei są ludzie, którzy potrzebują tego typu wiedzy, umiejętności, zachęty do tego... No i w kropce jestem. Bo może ja naiwna jestem? Bo ja tam wierzę w tych ludzi... I będę wierzyła! I cieszyła się jak choć jednej osobie się uda, po to chyba jestem?
 

 
A nie co pół Paskudki rosną, czas ucieka, nawet nie mam kiedy spać... O wlasnie, przypomnial mi się fajny test, zalączam na obrazu
 

 
No pogrywam sobie w travianka, to taka gra strategiczna w sojuszach. Cudna, zespołowa walka o cały świat. Niestety - według większości dorosłych - już nie powinny mnie takie rzeczy interesować, więc wstydliwie ukrywam swoją namiętność do tej gierki. Ale interesują!!!....

W moim sojuszu jest jakieś 30 osób, doszliśmy już na ten etap, że się poznajemy. I tu - szok! Dzieci nie ma, młodzieży niewiele, głównie sami dorośli, pracujący, dzieciaci, żonaci, mężaci. Ha i całkiem niemało kobiet

To ja się tu ukrywam, taję, rumienię, a tam faktycznie prawie sami dorośli... Ech, czyli to jednak gra dla dorosłych
 

 
Dziś w domku. Pracuje tylko 3 dni w tygodniu, na szczęście... Maciej usnął, Hanka bawi się modeliną, dostała na święta i oszalała. Bardziej oszalała na punkcie płaczącej lali- a my razem z nią... lalka płakała bez przerwy a nas trafiał szlag, że wymyśliliśmy taki prezent... Hania pilnowała płaczącej lali do pierwszej w nocy, a my jej.... na szczęście już jej przeszło... Hani, nie lalce... i tyle się nią już nie bawi...
 

 
Podpracowuję w fundacji, nareszcie jako doradca zawodowy (ukochany, pierwszy w życiu zawód), ale pewnie wracam do szkoły po macierzyńskim.. No może sobie trochę zmniejszę wymiar pracy, chyba jeszcze można?

Nikomu nie wspominam, że poszłam do pracy jak Maciej miał 2 miesiące, ludzie nie rozumieją, chcą widzieć we mnie Matkę Polkę siedzącą w domu najlepiej, aż dzieć pójdzie do szkoły. A tak jestem wyrodna... I wcale mi nie jest dobrze z tym! Kocham swoje dzieci, ale za coś żyć trzeba przecież.... Ech, żeby mi zapłacili za opiekę nad swoimi dziećmi siedziałabym latami (a może nie?)

To mój codzienny dylemat.. dzieci czy praca...
 

 
Czyżbym pisała co pól roku? Maciej już się urodził i ma jakieś 3 miesiące Hania rośnie, od września gada jak najęta, jakby nasiąkała do tych dwu lat słowami, a teraz je z siebie wyrzuca i co i rusz nas zadziwia.

Mam już dwie swoje paskudki, słodki, kochane)) Ech, jak ten czas idzie... Snieg nas znowu zasypał, sama już nie wiem co lepiej czy upały czy ten śnieg...
 

 
Co za upał, co za życie... Źle mi było jak było zimno (takiej zimy jak ostatnia nie pamiętam), no ale jak jest teraz gorąco to szlag mnie trafia Czy jest jakieś miejsce gdzie klimat jest bardziej umiarkowany?
 

 
Pogoda fatalna, jak nie leje to upał. W siódmym miesiącu ciąży ciężko..... W dodatku z pracą, domem, rodzinką- w tym prawie dwuletnim szkrabem... Moja rodzina i znajomi oszaleli i rozmnażają się (na czele ze mną)) na potęgę. W tym roku urodziła już moja siostra i jedna z cioć, druga w lipcu, ja we wrześniu.

A w pracy co czwarta laska z brzuchem. Szefowa nie wie jeszcze o wszystkich, ale pewnie się wścieknie jak się dowie... Choć w sumie nie wiem czemu by miała, bo tak jakoś nas wychowała, że specjalnie się tam nie afiszujemy z tym błogosławionym stanem, rzadko chodzi się na zwolnienia (porównywalnie do czasu nie-ciązy), swoje obowiązki sumiennie wypełnia aż przyjdzie czas. No chyba, że któraś ma już naprawdę jakieś poważne problemy... ale i bez ciąży bywa, że się zdarzają - to szpital, to operacja, to złamana noga czy ręka... Właśnie w tej chwili dwie osoby z pracy leżą w szpitalu, potem mają mieć rehabilitację.... a ciężarne latają do pracy bez ulg, bo też i ich nie oczekują.... Nie pojmę o co chodzi pracodawcom w tej kwestii...??? Ech....
 

 
Przeglądam swoje wpisy... I widzę, że póki nie "wpadłam" w rodzinę to wpisów było o wiele więcej... A tak w codzienności dorosły już człowiek nie ma czasu, żeby popisać se na blogu... Choć na codzień się i pracuje nawet przy kompie...
No chyba, że jest sobota jak dziś, a obiad chwilowo nie wymaga podchodzenia do niego bo sam się gotuje, a dzieć (kochany, wspaniały, ale jakże męczący) chwilowo zasnął (dzięki za te chwile))...
 

 
Za tydzień już maj... to znaczy, że nie pisałam całe mnóstwo czasu. Przeszły ferie, potem Wielkanoc...
Kiedy ostatnio pisałam nie wiedziałam, że już jestem podwójna Kroi nam się Maciuś... podobno kawaler Ma być na taty urodzinki - 2 września Mdłości na szczęście już przeszły. Nie jest najgorzej.
Chciałabym jednak zdać prawko zanim dojdzie do powiększenia rodziny... To jakoś nie moja dziedzina... oblałam już 3 razy(( Buuuu... Czyżby ta częśc mózgu, która odpowiada za prowadzenie auta u mnie się nie wykształciła? Mój instruktor żartem rzucił, że "na brzuch" to zdają wszystkie... A ja bym chciała normalnie.... Bez żadnych forów....
 

 
Mężuś w ramach postanowień noworocznych postanowił rzucić palenie. Postanowienie ma bardzo dobre, od dawna chce rzucić.

Byłoby wszystko dobrze, gdyby nie fakt, że drażliwy jak choroba i wszystko mu przeszkadza, a nic nie pomaga.

Czy to możliwe, że poślubiłam takiego wstrętnego marudę i zrzędę? Gdzie się podział jego codzienny charakter? Czyżbym wszystkiego o nim nie wiedziała? Który z nich jest prawdziwy???

Jak mu pomóc z tym niepaleniem? I sobie tez, bo zwariować idzie(( Grrrr....
Może ktoś coś sprawdził i coś podpowie?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Od wyjazdu tzw. "gości" dumam nad zemstą. Tak! Nad zemstą. Jedna z gościowych żmijek przy stole, kiedy mnie nie było obsmarowała mnie. To taka ambitna żmija - oszalała z zazdrości, kiedy dowiedziała się, że pracuję na uniwerku... Żmija jest z rodziny męża i póki ja się mu nie trafiłam była główną gwiazdą na firmamencie tej rodziny.

Tylko, że ja wcale nie chce zajmować jej miejsca. Nie chcę być żadną gwiazdą. I nie chcę, żeby mi ktoś zazdrościł. Żyjta se ludziska sobie swoim życiem, układajta najlepiej jak umiecie, ale odwalta się ode mnie i mojej nielekką pracą wypracowanej sytuacji zawodowej i rodzinnej.

Zabawna jest zresztą żmija - obsmarowała w moim domu, przy moim stole.... Toteż dumam co jej zrobić... wygarnąć przy ludziach? Zadzwonić i nagadać? Zaprzestać wszelkich kontaktów?

Hm... zemsta najlepiej podobno smakuje na zimno. Toteż poczekam na okazję. Jak znam żmiję to sama się wkopie....

Normalnie dyszę dziś zemstą... Co jej zrobić, jak jej dopiec?........Grrrrrrr..........
  • awatar Hypnosis: takie ancymonki najbardziej dotyka obojętność.
  • awatar Molly84: najlepszą zemstą będzie jak znów to Tobie, a nie jej się powiedzie ;) kwestia czasu :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
No jak to zrobić? Zapowiedział się tłum ludzi... Wcale nie zapraszałam, zaprosili się sami, bo "dawno się nie widzieliśmy, a dziecko już pewnie urosło, trzeba zobaczyć" itp itd. Holender.... ja chcę leniwe, spokojne święta. Na codzień mam tlumy w pracy... Jejku, juz są... Uśmiech nr 5 i do roboty.....
 

 
Paskuda znowu się dała we znaki. Co ona ma z tym spaniem? Co prawda jak czytam ludzi w necie co ich pociechy mają ze snem to myślę, że jednak nie jest tak źle - w końcu zasnęła i odkąd zaśnie to jak kamień nic jej nie rusza...

No ale żeby zasnęła to trzeba cudu.. Mój ledwie roczny dzieć jak okazuje się, że staruszkowie już go kładą spać to nagle ma tysiąc pomysłów co by tu porobić. Wczoraj bujaliśmy się z nią do 22.30. Ciekawie zważywszy, że do pracy wstaję o 5.30.

Kumpela nazywa swoje dziecię "urząd zapobiegania konkurencji" I coś w tym jest W końcu robi wszystko by jak najdłużej być jedynakiem, by rodzicom chciało się w łóżku tylko i wyłącznie spać....
Aaaaa......... Dobranoc
 

 
Zaczeła się! Nareszcie! Od tylu lat fascynuję się tymi wszystkimi LMS, CMS, Blacboardami, moodlami itp. Hm... to już chyba z dzieśięc lat... Dostałam pracę na wirtyualnej uczelni i prowadze kurs na platofmie... Wspaniała forma pracy. Kładę dzieca spać i idę sprawdzać co moje studentki napisały na zadane im przeze mnie tematy. Albo sprawdzam czy dostałam jakieś zadania, oceniam i komentuję... Bajer
 

 
Zaczął się tragicznie...

Bladym świtem nieco po siódmej dowiedziałam się że na próżno zwlekłam się z łóżka, bowiem na jazdę umówiłam się na za tydzień również na siódmą...

Potem okazało się, że badań też zrobić nie mogę bo łyknęłam rano tabletkę. Na domiar złego zadzwoniła sekretarka z zapytaniem czemu mnie nie ma w pracy. A załatwiłam zastępstwo z koleżanką. Tylko się nie dogadałyśmy i ona myślała, że ma być godzinę później jako asysta wycieczki.

A na koniec okazało się, że dostałam upragnioną i wymarzoną pracę o którą się ubiegałam... Na uczelni No i wpłynęły zaległe pieniążki na konto

To jaki to był dzień? Dobry czy zły?
 

 
Dziś Paskudka obudziła się przed drugą w nocy i zechciało jej się bawić. Obudziła się żywa, wesoła jakby już miała wstawać i w nosie miała, że staruszkowie mają rano do pracy... Także padam dziś na nos, bo Paskuda się nie dała uśpić do czwartej. Na szczescie obudzila sie o dziewiątej, a ja mialam autobus do pracy o 9.30 więc zdązyłam))
 

 
Może coś w końcu z tego będzie. Paskudka poza mama, tata i baba zaczyna poslugiwac sie z upodobaniem slowem "nie" i "tam". Czyzby juz nareszcie bedzie się można z nią dogadać? Rok i miesiąc już na to czekam (plus 9 miesięcy ciązy)
 

 
W poniedziałek już od bladego świtu dosięgło mnie wariatkowo. Najpierw o 7.30 egzamin na prawo jazdy. Teoria, ale stres niezły. Już się zapomniało jak to było na studiach Na szczęście zdałam, z jedynym błędem ale jednak

Potem trafiłam do pracy. I miałam na 15.30 przygotować otrzęsiny. Myślałam, że oszaleję. Mój samorząd w ilości ponad pięciu osób naraz sprawia wrażenie rozhisteryzowanych panienek, z których każda ma swoje racje i plany co do tego co ma się dziać i w dodatku się obraża.

A jednak stał się cud i impreza - pomimo tego, że nie dałam rady zrobić porządnej próby generalnej się udała.. Ufff.... Super, bo szefowa oczywiście była...

Wyjechawszy z domu o 5.15 wróciłam na 19.20. Nieźle. Z tego tylko godzinka była przeznaczona na prywatne sprawy. Hm... to ile pracują nauczyciele? Mi wyszło za jeden poniedziałek ponad 12 godzin. Zegarowych...

A dzień choć wyczerpujący niezły był. Zakończyłam go kupnem na allegro przepięknej sukni W końcu wesele już w sobotę, a nastepne za tydzień

Jednak był to dobry dzień